***

***

piątek, 8 lipca 2016

Propozycja

Dostałam propozycje wyjazdu do lasu na tak zwane "domki". Usłyszałam,że ostatnio życie mnie nie rozpieszczało dobrze by było odciąć się przygnębiającej rzeczywistości na łonie natury.
Obiecano mi spokój,spacery po lesie,słońce ptaków śpiew,kąpiele w jeziorze.Nie wypadało odmówić.Pojechałam.
Już wróciłam.Jeszcze bardziej zniechęcona do życia niż wyjechałam.
Co mnie spotkało
Deszcz
Robale
Wrzeszczące 500+
Popijająca i hałasująca młodzież
Politycznie wrogo nastawione pokolenie starsze.
A zamiast świergotu ptaków,disco polo płynące z płyt kompaktowych.

Że się tak brzydko wyrażę w du...szy mam taki wypoczynek


10 komentarzy:

  1. Aż Ci współczują, ale mam wrażenie, że nigdy wcześniej nie byłaś. Było zapytać o radę, o wszystkim bym Cię uprzedził :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to już jest,że jeżeli nawet ktoś by uprzedził to człowiek ma taka naturę,że sam się musi przekonać

      Usuń
  2. Szkoda, że tak wypadło, ale nie zawsze i nie wszędzie jest tak, znam miejsce gdzie jest cicho i cudownie..hmmm, jeszcze w tamtym roku tak było.:)
    Pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cicho i cudownie???Czyżby jakaś bezludna wyspa?!

      Usuń
  3. Dla mnie chyba najgorsze byłyby robale..Fuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z robakami walkę wygrałam.Chociaż nie,bój zakończył się remisem

      Usuń
  4. gdy słyszę "domki" to raczej na pewno kojarzy mi się z takim właśnie miejscem... niestety bez własnego namiotu i połażenia osobiście w poszukiwaniu godnej miejscówki na odcięcie się ani rusz... jednak coś za coś... kibelka z bieżącą wodą nie będzie, ale chyba lepsze krzaczory w lesie, niż wiecznie zapchany przybytek w kompleksie "domkowym", zaś umyć się można śmiało w jeziorze... robale też jakieś będą, jednak mniej, bo "domki" to pewne zaburzenie cywilizacyjne, także równowagi robalowej...
    mnie się kiedyś trafiło fajne "agro", ale tu właściciel prowadził selekcję i ludziom z dzieciakami po prostu nie wynajmował ni pokoju, ni domku, młodzież tolerował, ale bardzo czujnie i zdecydowanie reagował na nadmiar działalności wyskokowej, o hałasach też mowy nie było...
    był jednak haczyk...
    w sobotę prowadził dyskotekę z barem, bo bez przychodu z tego tytułu nie dałby rady budżetowo zapewnić gościom sensownych warunków w innych dniach... czyli znowu coś za coś... ale ten jeden długi wieczór, do rana zresztą, szło wytrzymać, reszta tygodnia była godna tego, by to odcierpieć... zresztą samemu się szło wtedy pohasać w ramach przerwy w przerwie...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś w namiocie się już nie widzę.

      Usuń
  5. Pani Baggins, Pani nie do "tych domków" trafiła co trzeba. Może Daglezja poda właściwy adres.

    OdpowiedzUsuń
  6. no tak... dla mnie też byłoby to dosyć męczące.

    OdpowiedzUsuń